dodano: 28 kwietnia 2016

Pociągi

Pociąg do Poznania już odjeżdżał kiedy wbiegłyśmy na peron. Człowiek a właściwie jego mózg w sytuacji podbramkowej działa jak James Bond. Szybka ocena sytuacji: nie wskoczysz bo ledwo dyszysz(biegłaś od parkingu), konduktor w ostatnim wagonie, trzyma w ręku krótkofalówkę, gada  z maszynistą I TU POJAWIA SIĘ TA ZŁOTA MYŚL , czyli jak uratować sytuację beznadziejną- przecież takie rzeczy tylko w filmach- no dobra, instynkt samozachowawczy, samoocalający wygrywa i zaczynasz się drzeeeeeeeć dramatycznieeeeeeee : Błagamyyyyy niech Pan zatrzymaaaaa ten pociąg,( pociąg jedzie) my musiiiimy do Poznania, błagaaaamy Panaaaaaa(pociąg jedzie), nie no nie wierzę, taki korek był , wypadek, nie możemy nie pojechać, musimy!!! nie no, nie wierzę, błagam Pana ( no jest cyrk! dla podróżnych  na peronie i tych szczęściarzy w pociągu) nie wierzę….zatrzymałam się, już nie goniłam, widziałam uśmiech konduktora z krótkofalówką, myślałam, że wyzionę ducha, łzy leciały mi po policzkach z wysiłku, z zadyszki, o której sobie przypomniałam, bo normalnie to nie mam okazji biec prędko jakbym  miała  wiele do stracenia. Jak pięknie jest odczuwać niektóre emocje, które przecież zdarzają się rzadko – ja pierwszy raz w życiu spóźniłam się na pociąg. Pierwszy raz w życiu się spóźniłam o ułamki sekund w ważnej dla mnie sprawie. Pierwszy raz w życiu czułam jednocześnie bezsilność i niedowierzanie i chciało mi się śmieć. Bo to jest nie do wiary. Ten pociąg jest obok, prawie możesz go dotknąć, kopnąć w zad ze złości  i bezsilności ale ciebie w nim nie ma. Jakie te emocje były silne i autentyczne. Pociąg się zatrzymał. Pociąg się zatrzymał. Zatrzymał sieeeeeeee. NIe wierze, zatrzymał się, niesamowite, „Widzisz mówiłam Ci , że trzeba wierzyć do końca a Ty nie wierzyłaś, a ja wierzyłam , że zdążymy i zdążyłyśmy”- powiedziała radośnie zadyszana kaszląca menagerka Małgosia. I wsiadłyśmy do pociągu do Poznania. Odjazd. Po prostu odjazd.